Beskidy MTB Trophy

Jednym z moich wielkich wyzwań tego sezonu miał być start w Beskidy MTB Trophy. W ubiegłych latach brałem udział juz w wyścigach etapowych ale wiadomo to zupełnie coś innego coś co wymaga od zawodnika niesamowitego przygotowania kondycyjnego oraz technicznego. W tym roku na Trophy wybrałem sie z resztą DSR Author czyli Pawłem Wiendlochą naszym managerem oraz Bartkiem Janowskim oraz Piotrem Wilkiem. Nasze cele to oczywiście wygrana w klasyfikacji indywidualnej oraz drużynowej. Jeśli chodzi o mnie to ostatnie wydarzenia w życiu zawodowym wprowadziły mocne modyfikacje jeśli chodzi o trening i kolarstwo. To jest tak, że prowadząc własny biznes można całkiem sprawnie zarządzać swoim czasem i zawsze gdzieś można "upchać" trening zresztą właśnie w taki sposób funkcjonowałem przez ostatnie lata i wychodziło to całkiem dobrze. Jednak od maja przybyły mi kolejne dwie firmy do prowadzenia i mój działający jak szwajcarski zegarek układ równowagi między sportem a życiem zawodowym zaczął mocno szwankować. Jedyne co mi pozostało to wypad na treningi o 5:00 rano. Więc moje tygodnie przed Trophy były już pod dyktando nowego planu dnia. Powiem szczerze, że to działa bez problemu jednak zazwyczaj pod koniec tygodnia była kumulacja i musiałem dłużej się wyspać, żeby normalnie funkcjonować.
Jednak wracając do samego Trophy walka zaczęła sie w czwartek od pierwszego etapu który wspominam bardzo dobrze była to jeszcze jazda na świeżości i tempie znanym z maratonów. Tego dnia mocno zapadła mi w pamięci nieludzka końcówka którą zafundował nam organizator. Jazda po płytach o nachyleniu chyba coś pod 30% i ekstra bonus w postaci przejazdu czerwonym szlakiem od Kubalonki na deser. Etap był naprawdę piękny gdyby nie ta końcówka która miała chyba tylko na celu pokazanie kto tu rządzi ;-) Nieszczęśliwie dla mnie po odbiciu z czerwonego szlaku na jednym z ostatnich zjazdów po glinie zaliczyłem upadek podczas którego uderzyłem prawym kolanem o kamień. Ostatecznie zająłem dobre 3 miejsce na etapie i byłem mocno zmotywowany do walki w kolejnych dniach.
Drugiego dnia pogoda cały czas była bardzo dobra chociaż praktycznie całą noc padał deszcz. Start etapu zaplanowano w Czeskim Bukovcu do którego mieliśmy dojechać na rozgrzewkę (my rozgrzewaliśmy się w aucie;-) Moja strategia na ten etap była prosta czyli maksymalnie równo i bez szarpania. I tak też jechałem cały etap na którym w początkowej fazie traciłem i jechałem na 7-8 pozycji a w końcówce sukcesywnie odrabiałem straty i kiedy znalazłem się już na 4 pozycji urwałem łańcuch. Jednak szybki serwis i na mecie zameldowałem się właśnie na 4 pozycji OPEN. Jednak co ważne praktycznie nie czułem tego etapu gdyż przejechałem go na dużym luzie. Niestety znowu na jednym ze zjazdów a raczej osuwisk dobiłem tym samym kolanem i musiałem zejść z roweru na kilkadziesiąt sekund, żeby ból ustąpił.
Przed kolejnym trzecim etapem w nocy przed startem musiałem już podjąć zdecydowane kroki jeśli chodzi o moje kolano i ogólnie nogę. Okłady oraz maści miały pomóc. Fizycznie czułem sie dobrze i na trzecim etapie chciałem już bardziej odważnie zaatakować i po prostu mniej kalkulować. Na pierwszym podjeździe pod Ochodzite wiedziałem już, że nie jest dobrze noga jest mocno zmulona a kiedy kadencja spada i trzeba pojechać bardziej siłowo pojawia sie nieprzyjemne kłucie w kolanie. Walcząc z tym zjawiskiem zaczynam tracić coraz więcej siły przy okazji tracąc rytm i koncepcję na ten etap. Na kolejnych bufetach zatrzymuje się i mrożę nogę sprayem jednak to pomaga na kilkadziesiąt minut i znowu to samo. Niestety po 4 godzinach walki z samym sobą poddaje sie 20 km prze metą. A do mety jadę już Mitsubishi Outlander dzięki uprzejmości Pani Szraucner i Sebastianowi którym jeszcze raz dziękują za ratunek ;-) Niestety na macie dowiaduję się, że Paweł Wiendlocha tez się wycofał więc jednego dnia straciliśmy dwóch zawodników i szansę na zwycięstwo w kategorii teamowej w której prowadziliśmy po drugim dniu z duża przewagą.
Były to dla mnie ciężkie chwile bo dałem z siebie naprawdę dużo a do tego widziałem, że z dnia na dzień jak zwykle na etapówkach czuję sie coraz lepiej a tu kontuzja i wszystko się posypało. Pisze te słowa już dokładnie w tydzień po całej imprezie i jeszcze nie siedziałem na rowerze od tamtej pory. W każdym razie mam nadzieję, że uda się wrócić do ścigania jak najszybciej oby juz na Ustroń chociaż raczej wątpię. Na koniec coś bardziej pozytywnego czyli wygrana Bartka Janowskiego który niewątpliwie rozdawał karty na tegorocznym Trophy ! Piotrek Wilk po początkowych problemach technicznych na ostatnich etapach pokazał, że ma charakter i mocny organizm więc wielkie gratulacje ! Ja ze swojej strony postaram się wrócić do ścigania w tym sezonie a za rok spróbuję jeszcze raz zmierzyć się z Beskidami !
Pozdrawiam Tomek