Międzygórze, oj ciężko !

W całym kalendarzu startowym zawsze Międzygórze miało najwyższy priorytet głównie za sprawą specyfiki tego maratonu która mi idealnie odpowiada. Długie i równe podjazdy w okolicach progu oraz bardzo szybkie zjazdy. Niestety w tym roku nie byłem w stanie przygotować się optymalnie do maratonu głownie za sprawą małych problemów z łokciem. Niewinny ucisk zamienił się w mocną infekcję oraz dwukrotną punkcje łokcia i oczywiście serię "suplementów" niekoniecznie wspomagających wydolność sportowca. No ale bez wymówek w każdym razie wystartowałem i po starcie oderwaliśmy się w czwórkę od reszty stawki. Nawet czułem się dobrze jedynie troszkę dziwiło mnie bardzo wysokie tętno jednak na kolejnym podjeździe zacząłem dramatycznie tracić siły dosłownie w jednej chwili. Bartek starał sie mi pomóc kiedy zauważył kłopoty jednak ja nie byłem w stanie już utrzymać jego koła i musiałem się pożegnać z czołówką i szukać swojego tempa i rytmu samotnie. Teraz jechałem na czwartej pozycji i jedynie ten fakt podtrzymywał moją motywację aby jechać dalej bo czułem się fatalnie. Zdałem sobie sprawę, że przecież to dystans GIGA który trwa jednak kilka godzin i jeszcze wiele się może wydarzyć więc trzeba walczyć do końca i z taką myślą jechałem dalej. Na jednym ze zjazdów wyprzedziłem Sebastiana który złapał gumę więc awansowałem na trzecie miejsce i to chyba dało mi malutkiego kopa do dalszej walki. Ostatecznie utrzymałem trzecią pozycję już do mety. Niestety mimo całkiem dobrego miejsca czyli trzeciego OPEN i 2 w kategorii M3 nie mogę być zadowolony ze startu a to głównie za sprawą tempa który co tu dużo pisać było bardzo słabe. Identyczna trasa jak rok wcześniej pozwalała porównać oba starty bardzo dokładnie i niestety w moim przypadku czas przejazdu wydłużył sie o 12 minut ! Te liczby mówią wszystko tak więc nie ma co narzekać bo miejsce jest przy takiej dyspozycji naprawdę dobre. Przede mną jeszcze jeden planowany start w sezonie czyli finałowa Istebna więc do zobaczenia na kultowej trasie w Beskidach !